O do kurwy, siedzę w aucie na…

O do kurwy, siedzę w aucie na parkingu czekając za różowym. Obok podjeżdża stary VW Sharan (zielony) w tdi (klasyka) na „wsiowych” tablicach. Wraz z Grażyną są jej dwie córki i oczywiście wysiadają jakby były same pośrodku pola. Wtedy poczułem srogie klepnięcie w moje drzwi.
Myślicie, że się poczuły? Jej córka wzdrygnęła ramionami do drugiej, a matka już miała sie oddalać, ale wyskoczyłem wkurwiony ja i wywiązał się taki dialog (oddaje go 1 do 1):
– Czy to jest kurwa jakiś żart? – wyleciałem z wrzaskiem, wskazując na drzwi pasażera.
– Niech Pan nie dramatyzuje, to tylko auto. Po to one są.
W tym momencie wkurw mnie chwycił na maksa. Nienawidzę nieposzanowania cudzej własności. Laska już się odwraca i zaczyna maszerować w stronę sklepu.
– Gdzie Pani się wybiera!? Jak mam uszkodzone, przetarte drzwi to musi Pani albo Pani córeczka zabulić za naprawę/malowanie. Poza tym do kurwy, nie można od tak obijać aut i sobie odchodzić. Może Pani szrot ładnie wygląda z cudzym lakierem bo kosztuje z 5tys zlotych, ale ja sobie tego nie życzę na moim aucie.

Wróciła się i jak dziecko na skazanie stała, opierdalając córkę, a ja nie mogłem uwierzyć, że ta Grażyna ma więcej szczęścia niż rozumu. Jebany plastki – takie jak montują dziadki – uratował sytuację i różnica wysokości aut. Trafiła tą gumą idealnie w klamkę, zostawiając tylko ślad, który zszedł po przetarciu palcem. Ktoś musiał czuwać nad tą Grażyną, z jednej strony dziękowałem wszelkim bogom, ale wiedziałem, że Grażyna chuja wyciągnie z tej lekcji. Pozostało mi mieć tylko nadzieję, że nastepnym razem jej się nie upiecze.

#patologiazewsi #samochody #bmw #truestory